Apple Watch sprzedany – quo vadis Apple?

Po niespełna roku od zakupu sprzedałem swojego Apple Watch. Jak to!? Dlaczego!? Przecież był taki super! Chcecie wiedzieć? Przeczytajcie.

7 września 2016 roku napisałem recenzję zegarka od Apple (możecie ją przeczytać tutaj). Opisałem w niej swoje odczucia po 8 miesiącach noszenia smartwatcha. Była bardzo pozytywna. Bardzo.

Czy warto było kupić Apple Watch? Zdecydowanie nie żałuję tego zakupu. Czy polecam zakup smartwatcha z Cupertino? Tak, ale po premierze drugiej generacji, która będzie miała miejsce najprawdopodobniej na początku września 2016. Jeśli zegarek otrzyma GPS, wodoodporność, ciut pojemniejszą baterię, a dzięki nowemu oprogramowaniu szybszy i lepszy interfejs, możliwość odblokowywania komputera bez wpisywania hasła to będzie to zdecydowanie najlepsze urządzenie noszone na rynku. Pokuszę się o odważne stwierdzenie, że Apple Watch jest tym dla branży telefonów komórkowych czym był pierwszy iPhone. Watch wyznacza standardy funkcjonalności.

Dlaczego więc pozbyłem się takiego amejzing sprzętu po dwóch następnych miesiącach?

Stop loss – czyli cięcie strat

Po premierze drugiej generacji zegarka, we wrześniu 2016 roku, nastąpił ogromny spadek wartości Watcha pierwszej generacji. Potęgował to fakt, że Apple odświeżyło i równolegle wprowadziło do sprzedaży swojego oryginalnego smartwatcha nazywając go Series 1. De facto mój egzemplarz stał się ni stąd ni zowąd Series 0! Całe szczęście, będąc w pełni władz umysłowych, nie nabyłem wersji ze stalową kopertą, która z oczywistych względów również ogromnie potaniała. Mój zegarek sprzedałem za 990zł. To strata tysiąca złotych w niecały rok! Michał Szafrański złapie się za głowę jak to przeczyta (pozdrawiam serdecznie!).

Nie przypominam sobie produktu Apple, który by tak drastycznie potaniał w tak krótkim czasie. Dlatego zdrowy rozsądek zwyciężył i uciekłem z tego okrętu.

Kompatybilność wyłącznie z iPhone’em

Sprzedaż Apple Watch to nie jedyna zmiana w moim ekosystemie. Rozstałem się także z moim iPhone 5S. W tym przypadku decyzja była dużo trudniejsza. Pracując na Macu iPhone wydaje się jedynym słusznym wyjściem. Ale w obliczu premiery iPhone 7 i 7 Plus postanowiłem się zbuntować. Nie wydałbym na telefon tak absurdalnych pieniędzy. Wersja 16 Gb odpada. Pozostaje opcja 128 Gb pamięci. Koszt: 3879 PLN (4479 PLN w przypadku modelu 7 Plus). Dziękuję – nie. Dlaczego?

  1. Jak już wspomniałem: cena. Za blisko 4 tysiące złotych można kupić dobrej klasy komputer. iPhone jest swojego rodzaju komputerem ale nadal to urządzenie mobilne pracujące na mobilnym systemie operacyjnym – iOS.

  2. Wygląd. To oczywiście kwestia gustu, o której się nie dyskutuje. Jednym się podoba – innym nie. Osobiście jestem poirytowany faktem, że poza drobną kosmetyką anten i aparatu iPhone 7 niczym nie różni się wizualnie od iPhone’a 6. Ta sama bryła. I ta sama, nieprzyzwoicie duża obudowa w modelu Plus.

  3. Aparat. Pierwszy raz w historii Apple optyka zaprezentowana w nowym modelu smartfona z Cupertino nie przegoniła konkurencji. Zbliżyła się, ale nie wyprzedziła. Samsung Galaxy S7 zaprezentował kilka miesięcy wcześniej lepszy aparat. I to się nie zmieniło mimo zastosowania drugiego obiektywu (tylko w modelu z plusem), którego użyteczność pozostawia wiele do życzenia. Owszem, zoom optyczny, to ciekawa propozycja ale nie na tyle by aż tyle dopłacać. A peany na cześć funkcji bokeh okazały się w praktyce nad wyraz nietrafione. Nie jest to dla mnie żadna magiczna funkcja, do tego trzeba nieraz się nagimnastykować by ją uzyskać.

  4. Brak złącza USB-C

  5. Wodoodporność tylko w normie IP67, a nie IP68

To wszystko spowodowało, że nie brałem pod uwagę zakupu nowego Iphone’a. A może starsza generacja za mniejsze pieniądze? Zdecydowanie NIE! Nadal to wydatek na poziomie 3 tysięcy złotych za sprzęt jeszcze bardziej odstający od dzisiejszych realiów.

Skoro nie mam iPhone’a to… nie mogę mieć Apple Watcha! Uważam to za strzał w stopę giganta z Cupertino. Gdybym mógł mieć dowolny telefon z Androidem zastanowiłbym się nad sportową wersją Series 2. Jednak Apple nie pozostawia mi wyboru. I to jest ich problem – nie mój.

Jest alternatywa poza rezerwatem Apple?

Jest! Ze środków ze sprzedaży Apple Watch i iPhone’a 5S nabyłem… Samsunga Galaxy S7 Edge. Jestem ogromnie zadowolony z tego wyboru. Telefon jest rewelacyjny i spełnia wszystkie moje wymagania: duży, piękny ekran, nowoczesny design, najlepszy dostępny aparat (włączając w to tryb kręcenia filmów), wodoodporność IP68, możliwość rozbudowy pamięci o kartę microSD. System Android w wersji 6.1 pracuje stabilnie i płynnie. Lada dzień nastąpi aktualizacja do najnowszej wersji 7.0 lub nawet 7.1. Wszystkie aplikacje, których używałem na iPhone mam nadal pobrane ze sklepu Play. Nawet Apple Music działa bardzo dobrze ( i nie wymaga osobnego zakupu licencji!). iCloud zastąpiłem chmurą od Microsoft – OneDrive. Nie wymagało to dodatkowego zakupu bo posiadam już Office365, który zapewnie mi cały pakiet biurowy dostępny na komputerze stacjonarnym i dodatkowo na telefonie. I do tego 1 Gb miejsca na dane i zdjęcia.

Quo vadi Apple?

Nie napiszę tutaj, że „Apple się kończy”. Na pewno tak nie jest. Ale jest na zakręcie. Tegoroczny iPhone 8 MUSI być prawdziwym przełomem, potrzebują tego jak tlenu, w końcu jest to ich główne źródło dochodu. Zaprezentowane nowe MacBooki „Pro” to ponury żart o czym piszą najzagorzalsi fani marki. Kastracja z wszystkich możliwych portów i pozostawienie jedynie czterech gniazd USB-C to nie jest największy problem bo to przyszłość, która nadejdzie szybciej niż sądzimy. Problemem jest bateria (działa skandalicznie krótko), tylko 16Gb pamięci RAM i cała masa innych, równie istotnych błędów, o których można poczytać w sieci. Coś jest nie tak. Kiedy Apple pokazuje światu nowego Maca z Touch Bar (aktywny pasek OLED), na którym można w łatwy sposób wybrać emotikonę podczas rozmowy w komunikatorze (to nie żart) Microsoft prezentuję nową, przełomową generację komputera stacjonarnego – Surface Studio, który na śniadanie zjada najnowszego iMaca.

Czas pokaże jakie będą dalsze losy firmy z Cupertino. Na chwilę obecną widać wyraźny brak wizji i dyscypliny jaka panowała za czasów Steve’a Jobsa. Przerośnięte portfolio produktów, brak dbałości o szczegóły, liczne bugi systemowe. To nie ta sama firma co 4-5 lat temu. Magia pryska. Co dalej Apple?

Dodaj komentarz